Obstawiam, że nawet chodzić nie potrafisz prawidłowo

Zakładam, że nie robisz—albo robisz ją niewłaściwie—tej jednej prostej rzeczy podczas chodzenia.

Większość ludzi doskonale zdaje sobie sprawę z prozdrowotnych i z terapeutycznych właściwości chodzenia, spacerów i nabijania tych słynnych dziesięciu tysięcy kroków dziennie. Każdego, kto tak sobie chodzi, ja totalnie szanuję i doceniam. Zdziwię Was teraz, ale większość ludzi nie porusza się jednak w sposób biomechaniczne prawidłowy i wydajny.

Pod pojęciem „biomechaniczne prawidłowy i wydajny” mam na myśli sposób chodzenia, w którym pozwalamy na naturalne, niczym nieskrępowane występowanie tego jednego jakże istotnego komponentu cyklu gaita. A jest nim nic innego jak zwykły, oldskulowy wymach lub zamach ramion, w języku angielskim arm swing. Widzicie, swobodny wymach ramion jest elementem, który umożliwia, tzw., dysocjację, czyli rozdzielenie ruchów względnych kości miednicy i miednicy samej w sobie od ruchów względnych kości klatki piersiowej oraz całej klatki piersiowej. Ruch względny, relative motion, kości i stawów to arcyistotny element biomechaniki każdego człowieka, dzięki któremu zachowujemy w sobie sprawność i mobilność układu ruchu. Tych dwóch cech żadne z nas na pewno nie chce zatracić z wiekiem—co to, to nie.

Brzmi skomplikowanie, ale chodzi tylko o to, że kiedy stawiamy, przykładowo, prawą nogę naprzód, to nasza miednica obraca się w przeciwnym kierunku—do lewej nogi znajdującej wówczas się z tyłu. W tym samym momencie nasza lewa ręka powinna znaleźć się przed nami, podczas gdy prawe ramię winno być w wyproście za tułowiem. Sprawia to, że klatka piersiowa rotuje się wówczas w kierunku tej tylnej, prawej ręki, a więc przeciwnie do obróconej w lewo miednicy. Taka konfiguracja pozwala miednicy oddzielić się od klatki piersiowej dzięki odpowiedniej rotacji kręgosłupa w poszczególnych jego odcinkach.

Niniejsza płynność i rozłączność dwóch największych struktur kostnych w ciele umożliwia zachowanie i pielęgnowanie możliwości obrotowych ciała, podobnie jak ruchów względnych jego kości. Tylko że… Istnieje problem. Wskutek kompensacji ruchu, powstałych w ciągu życia i przez czynniki środowiskowe, dysocjacja miednicy i klatki piersiowej zanika. Nawet w przypadku ludzi, którzy nie zwykli spacerować z rękami w kieszeni—co jest prawdziwym gwoździem do trumny ruchów względnych—rozłączność klatki piersiowej od miednicy zostaje zatracona przez kompresję żeber, spowodowaną wspomnianymi przeze mnie nawarstwiającymi się w ciągu życia kompensacjami ruchu, w tym przede wszystkim niewłaściwym, inicjowanym klatką piersiową oddechem.

O oddechu dopiero co zrobiłem materiał. Polecam Wam się z nim zapoznać—jest on podlinkowany poniżej do niniejszego artykułu, który właśnie czytacie. Zademonstrowałem w nim ćwiczenie, dzięki któremu nauczycie się na nowo głębokiego, ekspansywnego oddechu przeponowego, który tchnie w Wasze żebra trochę ruchu i plastyczności, umożliwiając tym samym ekspansję i rozciągnięcie wiecznie spiętych mięśni tułowia.

Przestań oddychać brzuchem
Spopularyzowane przez branżę fitness oddychanie brzuszne nie jest rzetelnym oddychaniem przeponowym.

Teraz jednak chcę Wam dać do zrozumienia, że następnym razem, kiedy to udacie się na spacer, spróbujcie jawnie i usilnie zwiększyć wymachy Waszych ramion. Tak, chcę, abyście silniej i zamaszyściej poruszali rękoma podczas chodzenia. Jedyny powód, dla którego teraz ta abstrakcyjna idea może się Wam wydawać dziwna i cringeworthy, jest taki, że wówczas to Wy będziecie chodzili w sposób biomechaniczne przyjazny, prawidłowy, wydajny oraz zgodny z tym, w jaki natura nas zaprojektowała, podczas gdy większość innych osób w tym samym czasie poruszać się będzie na swój sztywny i nieefektywny sposób.

Jeżeli dodacie to tego wszystkiego spokojny, głęboki, ekspansywny oddech przeponowy—taki, jakiego możecie się nauczyć z mojego innego materiału—to doprawdy zrobicie sobie takim spacerem dzień i bynajmniej nie jest to jedynie luźne tłumaczenie angielskiego phrasala.

Brzmi niewiarygodnie i bez znaczenia, ale dziesięć tysięcy kroków dziennie oznacza tyle samo wymachów ramion, a każdy zamaszysty zamach ręką to malutka cegiełka, z której na nowo zbudujecie sprawne, elastyczne i podatne na ruchy względne ciało. Suma efektów dodanych, pamiętajcie.

Uprzedzając potencjalne pytanie o kijki trekkingowe: nie, nie dają one tego samego efektu. Z biomechanicznego punktu widzenia kijki nie zapewnią takiej samej dysocjacji klatki piersiowej i miednicy, jak zwykły, zamaszysty ruch ramionami podczas chodzenia. Z drugiej strony nie do tego przecież kijki trekkingowe zostały stworzone. Jeżeli chcecie odzyskać elastyczność żeber i zdolności rotacyjne ciała, musicie po prostu dużo chodzić—bez dodatkowego sprzętu. Tylko tyle i aż tyle.